środa, maja 02, 2012

Party Dance na poziomie P0

W związku z ciężkimi zakwasami po stretchingu zdecydowałam, że odpocznę trochę przy tańcu użytkowym, czyli typowym dwa na jeden. Dlatego wraz z kolegą zapisałam się na kurs Party Dance na poziomie dla całkowicie „zielonych”, określanym jako P0.
Zajęcia odbywają się przy ulicy Robotniczej 70j, więc miałam okazję w końcu poznać drugą siedzibę szkoły. I muszę przyznać, że robi wrażenie! Choć gdy za pierwszym razem znalazłam się w jej okolicy, ciężko było się odnaleźć, a industrialne otoczenie szkoły wprowadziło pewien niepokój, który zniknął, gdy tylko przekroczyłam drzwi Akademii Tańca Esens. Bo wtedy okazało się, że wnętrze z industrialem nie ma nic wspólnego. 
Na parterze znajduje się kawiarnia, więc przed zajęciami można się spotkać i pogadać przy kawie oraz ciastku (niedługo wypróbuję i zdam relację). By dotrzeć do Esensu, wystarczy podążyć za muzyką po schodach.
Budynek jest bardzo przestronny i ma świetny klimat! Podoba mi się, że nie trzeba zostawiać dowodu za kluczyk do szatni, dzięki czemu obsługa w Punkcie Obsługi Klienta przebiega bardzo sprawnie.
Czym prędzej wybrałam się do sali - moim oczom ukazało się duże, przestronne pomieszczenie, bardzo ładnie zaprojektowane.


Zajęcia prowadziła pani Małgorzata Hordejuk, która zaczęła kilkoma słowami wstępu i zaznaczyła, że stawiamy pierwsze kroki, co miało sprawić, by każdy z uczestników nie bał się ewentualnych potknięć czy wpadek podczas tańca. 
Na początku zajęć, po rozgrzewce, ćwiczyliśmy kroki solo, a później spróbowaliśmy tego samego w parach. Kiedy tylko instruktorka zauważyła popełniane przez nas błędy, w parze z uczestnikiem kursu instruowała, co należy poprawić. Mimo że jest to prosty taniec, to jednak wymaga treningu, aby całość wyglądała płynnie.
Stopniowo do poznanych kroków dodawaliśmy nowe, a gdy doszła do tego muzyka, to sama byłam w szoku, jak szybko nauczyłam się płynnie tańczyć do znanych mi utworów! Pani Małgosia przechadzając się po sali podchodziła do każdej pary, zwracając uwagę na błędy i chwaląc postępy. Dzięki temu wiedzieliśmy, czy dobrze stawiamy swoje pierwsze kroki oraz nad czym musimy jeszcze popracować.
Ta godzinka zajęć minęła mi bardzo szybko. Na sali panował iście taneczny nastrój, gdy dowiedzieliśmy się, że na dziś już koniec. :( Na zakończenie instruktorka poradziła nam, aby tańczyć, chodzić na imprezy, szaleć na parkiecie. Natomiast na następnych zajęciach, zanim zaczniemy, mamy ćwiczyć, bo... czeka nas sprawdzian umiejętności! 
To nas zmotywowało i w ten weekend wybraliśmy się zaszaleć na mieście. Przyznaję, że na początku nie byłam skora do tańców, jednak po paru chwilach spędzonych przy barze wkroczyliśmy na parkiet i...
Pierwszy taniec był czystą improwizacją, na początku deptaliśmy sobie po nogach. Później jednak udało nam się powtórzyć kroki nauczone na kursie. Ba, śmiało mogę powiedzieć, że zawojowaliśmy parkiet! 
Po długim weekendzie majowym konynuujemy naukę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz