sobota, kwietnia 21, 2012

Open ze stretchingu



Od dawna wybierałam się na stretching. Obraz siebie wykonującej szpagaty i zarzucającej nogi za szyję siedział w mojej głowie odkąd zamarzyło mi się być baletnicą. Na naukę baletu już za późno, ale porozciągać się zawsze można. Dlatego właśnie wybrałam się na zajęcia ze stretchingu do Volodymyra, odbywające się przy ul. Gajowickiej 177.
Zanim do nich doszło, w mojej głowie rodziło się wiele wątpliwości. Były to zajęcia typu Open, a więc na które może przyjść każdy, bez potrzeby dokonywania wcześniejszych zapisów. Co więc,  jeśli nikt nie przyjdzie albo zjawią się dwie osoby? Odwołają zajęcia?
Na planie jest zaznaczone, że zajęcia odbywają się na poziomach od P0 do P3, czyli od amatorów do tancerzy z doświadczeniem. Jak to będzie wyglądać? Czy dorównam osobom o wyższym poziomie?
Jednak zaraz po rozpoczęciu zajęć wątpliwości zaczęły znikać – było nas nie za dużo, nie za mało, a dzięki różnorodności poziomów czułam, że mam trochę do poprawy, ale i nie jest ze mną tak źle.
Na czym polega stretching? Tak naprawdę to forma aktywności fizycznej, pobudzająca wszystkie mięśnie mojego ciała. Od rozciągania stóp po skoki do samego sufitu!
Jeśli chodzi o samą atmosferę na zajęciach, to muszę przyznać, że instruktor się spisał. Jest wesoło, ale też nie ma lekko ;) To, co mi się najbardziej spodobało, to fakt, że Volodymyr zwraca uwagę na każdego uczestnika zajęć. Przy tak różnorodnym poziomie to bardzo ważna cecha, żeby każdy czuł się „dopieszczony”. I tak właśnie się czułam, bo Volodymyr każdego instruuje, mówiąc co wymaga poprawy oraz chwali za postępy. Dzięki temu czuję się ważna, a to  motywuje do poprawy swoich błędów i osiągnięcia 100% możliwości.
Na zajęciach od razu byłam w stanie poznać, kto jest stałym ich uczestnikiem, a kto nie. Po prostu niektórzy od razu wiedzieli, co trzeba robić. Grupa „stałych bywalców” reaguje nawet na specjalne słowa, jak „żabka”.
Mimo stałych elementów, zajęcia są bardzo urozmaicone, a każde nowe ćwiczenie to wyzwanie, i jednocześnie świetna zabawa!
Efekt? Chcę jeszcze raz!


Justyna

4 komentarze:

  1. To może i ja dodam słowo od siebie. Miesiąc temu rozpoczęliśmy naukę razem z moim narzeczonym w szkole ESENS. Postanowiliśmy pójść na Hobby T.T. (znane jako hobbystyczny taniec towarzyski;p) na poziomie P0. Zajęcia prowadził w ramach zastępstwa Volodymyr. No i już tak zostało:D aktualnie kontynuujemy naukę na poziomie P1 i, mimo że robi się coraz trudniej i coraz więcej Volodymyr od nas wymaga, jesteśmy bardzo zadowoleni. Instruktor zwraca uwagę na każdy szczegół, a przy tym żadnej z par nie pomija:D Można się dużo nauczyć, a przy tym porządnie zmęczyć:D a Volodymyr, ze swoim niesamowitym poczuciem humoru, wprowadza świetną atmosferę:D podsumowując- bioderka, bioderka i tańczymy dalej:D pozdrawiam Iza:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę! Już niedługo relacja na blogu z Hobby T.T. na poziomie P1, też chodzę na ten kurs :)

    OdpowiedzUsuń
  3. my niedługo zaczynamy wedding dance, więc chętnie dopiszę swoją relację:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń